unworthy

Standard

The First Madrigal
Anna Swir
That night of love was pure
as an antique musical instrument
and the air around it.

Rich
as a ceremony of coronation.
It was fleshy as the belly of a woman in labor
and spiritual
as a number.

It was only a moment of life
and it wanted to be a conclusion drawn from life.
By dying
it wanted to comprehend the principle of the world.

That night of love
had ambitions.

The Second Madrigal
-Anna Swir
A night of love
exquisite as a
concert from old Venice
played on exquisite instruments.
Healthy as a
buttock of a little angel.
Wise as an
anthill.
Garish as air
blown into a trumpet.
Abundant as the reign
of a royal Negro couple
seated on two thrones
cast in gold.

A night of love with you,
a big baroque battle
and two victories.

Thank You, My Fate
-Anna Swir
Great humility fills me,
great purity fills me,
I make love with my dear
as if I made love dying
as if I made love praying,
tears pour
over my arms and his arms.
I don’t know whether this is joy
or sadness, I don’t understand
what I feel, I’m crying,
I’m crying, it’s humility
as if I were dead,
gratitude, I thank you, my fate,
I’m unworthy, how beautiful
my life.

human reason

Standard

Incantation
Czesław Miłosz
Human reason is beautiful and invincible.
No bars, no barbed wire, no pulping of books,
No sentence of banishment can prevail against it.
It establishes the universal ideas in language,
And guides our hand so we write Truth and Justice
With capital letters, lie and oppression with small.
It puts what should be above things as they are,
Is an enemy of despair and a friend of hope.
It does not know Jew from Greek or slave from master,
Giving us the estate of the world to manage.
It saves austere and transparent phrases
From the filthy discord of tortured words.
It says that everything is new under the sun,
Opens the congealed fist of the past.
Beautiful and very young are Philo-Sophia
And poetry, her ally in the service of the good.
As late as yesterday Nature celebrated their birth,
The news was brought to the mountains by a unicorn and an echo.
Their friendship will be glorious, their time has no limit.
Their enemies have delivered themselves to destruction.

Original

Zaklęcie
Piękny jest ludzki rozum i niezwyciężony.
Ani krata, ni drut, ni oddanie książek na przemiał,
Ani wyrok banicji nie mogą nic przeciw niemu.
On ustanawia w języku powszechne idee
I prowadzi nam rękę, więc piszemy z wielkiej litery
Prawda i Sprawiedliwość, a z małej kłamstwo i krzywda.
On ponad to, co jest, wynosi, co być powinno,
Nieprzyjaciel rozpaczy, przyjaciel nadziei.
On nie zna Żyda ni Greka, niewolnika ni pana,
W zarząd oddając nam wspólne gospodarstwo świata.
On z plugawego zgiełku dręczonych wyrazów
Ocala zdania surowe i jasne.
On mówi nam, że wszystko jest ciągle nowe pod słońcem,
Otwiera dłoń zakrzepłą tego, co już było
Piękna i bardzo młoda jest Filo-Sofija

I sprzymierzona z nią poezja w służbie Dobrego.
Natura ledwo wczoraj święciła ich narodziny,
Wieść o tym górom przyniosły jednorożec i echo.
Sławna będzie ich przyjaźń, ich czas nie ma granic.
Ich wrogowie wydali siebie na zniszczenie.

how we blur

Standard

Untitled
Urszula Kozioł

Screen Shot 2018-04-28 at 13.51.44

Original

Jesteś za blisko
za naocznie jesteś
żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry.

Oto liść jeden przybył
w naszym drzewie
a nie wiem – który.

Tak zacieramy się. Im bliżej siebie
jesteśmy dalsi wciąż
od zobaczenia.

Zbyt odsłonięte mamy twarze. Przecież
coś pozostało w nich
do odgadnienia.

Zatem jedź wyjedź i bądź mi z powrotem
bowiem gdzie oczy za blisko są oczom
błogosławiony rozjazd i powroty.

A tak się właśnie do obrazu
wgląda
cofając kroki.

scarred eyes open

Standard

FRIENDS
Adam Zagajewski

My friends wait for me,
ironic, smiling sadly.

Where are the transparent palaces
we meant to build —

their lips say,
their aging lips.

Don’t worry, friends,
those splendid kites

still soar in the autumn air,
still take us

to the place where harvests begin,
to bright days —

the place where scarred eyes
open.

stage fright

Standard

Life While You Wait
Wisława Szymborska
Life while you wait.
Performance without rehearsal.
Body without fitting.
Head without reflection.

I don’t know the role I’m playing.
I only know it’s mine, non-convertible.

What the play is about
I must guess only after it’s begun.

Poorly prepared for the dignity of life,
I barely keep up with the pace of the action imposed.
I improvise, though I loathe improvisation.
At every step I stumble over my lack of expertise.
My way of life smacks of provincialism.
My instincts are those of a rank amateur.
Stage fright, although an excuse, is all the more humiliating.
Extenuating circumstances I perceive as cruel…

If only one Wednesday could be practiced ahead of time,
or if only one Thursday could again be repeated!
But here it is nearly Friday, with a scenario I don’t know.
Is it fair—I ask
(with hoarseness in my voice,
because I wasn’t even allowed to clear my throat in the wings).

Illusory is the thought that this is just a pop quiz
Taken on temporary premises. No.
I stand amid the scenery and see how solid it is.
I am struck by the accuracy of all the props.
The revolving stage has long been in operation.
Even the most distant nebulae have been switched on.
Ah, I have no doubt that this is opening night.
And whatever I may do
Will be forever changed into that which I have done.

Original

Życie na poczekaniu
-Wisława Szymborska
Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.

Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.

Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany –
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem.
Czy to w porządku – pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera.
I cokolwiek uczynię,
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.