human reason

Standard

Incantation
Czesław Miłosz
Human reason is beautiful and invincible.
No bars, no barbed wire, no pulping of books,
No sentence of banishment can prevail against it.
It establishes the universal ideas in language,
And guides our hand so we write Truth and Justice
With capital letters, lie and oppression with small.
It puts what should be above things as they are,
Is an enemy of despair and a friend of hope.
It does not know Jew from Greek or slave from master,
Giving us the estate of the world to manage.
It saves austere and transparent phrases
From the filthy discord of tortured words.
It says that everything is new under the sun,
Opens the congealed fist of the past.
Beautiful and very young are Philo-Sophia
And poetry, her ally in the service of the good.
As late as yesterday Nature celebrated their birth,
The news was brought to the mountains by a unicorn and an echo.
Their friendship will be glorious, their time has no limit.
Their enemies have delivered themselves to destruction.

Original

Zaklęcie
Piękny jest ludzki rozum i niezwyciężony.
Ani krata, ni drut, ni oddanie książek na przemiał,
Ani wyrok banicji nie mogą nic przeciw niemu.
On ustanawia w języku powszechne idee
I prowadzi nam rękę, więc piszemy z wielkiej litery
Prawda i Sprawiedliwość, a z małej kłamstwo i krzywda.
On ponad to, co jest, wynosi, co być powinno,
Nieprzyjaciel rozpaczy, przyjaciel nadziei.
On nie zna Żyda ni Greka, niewolnika ni pana,
W zarząd oddając nam wspólne gospodarstwo świata.
On z plugawego zgiełku dręczonych wyrazów
Ocala zdania surowe i jasne.
On mówi nam, że wszystko jest ciągle nowe pod słońcem,
Otwiera dłoń zakrzepłą tego, co już było
Piękna i bardzo młoda jest Filo-Sofija

I sprzymierzona z nią poezja w służbie Dobrego.
Natura ledwo wczoraj święciła ich narodziny,
Wieść o tym górom przyniosły jednorożec i echo.
Sławna będzie ich przyjaźń, ich czas nie ma granic.
Ich wrogowie wydali siebie na zniszczenie.

how we blur

Standard

Untitled
Urszula Kozioł

Screen Shot 2018-04-28 at 13.51.44

Original

Jesteś za blisko
za naocznie jesteś
żebym cię mogła zobaczyć raz wtóry.

Oto liść jeden przybył
w naszym drzewie
a nie wiem – który.

Tak zacieramy się. Im bliżej siebie
jesteśmy dalsi wciąż
od zobaczenia.

Zbyt odsłonięte mamy twarze. Przecież
coś pozostało w nich
do odgadnienia.

Zatem jedź wyjedź i bądź mi z powrotem
bowiem gdzie oczy za blisko są oczom
błogosławiony rozjazd i powroty.

A tak się właśnie do obrazu
wgląda
cofając kroki.

stage fright

Standard

Life While You Wait
Wisława Szymborska
Life while you wait.
Performance without rehearsal.
Body without fitting.
Head without reflection.

I don’t know the role I’m playing.
I only know it’s mine, non-convertible.

What the play is about
I must guess only after it’s begun.

Poorly prepared for the dignity of life,
I barely keep up with the pace of the action imposed.
I improvise, though I loathe improvisation.
At every step I stumble over my lack of expertise.
My way of life smacks of provincialism.
My instincts are those of a rank amateur.
Stage fright, although an excuse, is all the more humiliating.
Extenuating circumstances I perceive as cruel…

If only one Wednesday could be practiced ahead of time,
or if only one Thursday could again be repeated!
But here it is nearly Friday, with a scenario I don’t know.
Is it fair—I ask
(with hoarseness in my voice,
because I wasn’t even allowed to clear my throat in the wings).

Illusory is the thought that this is just a pop quiz
Taken on temporary premises. No.
I stand amid the scenery and see how solid it is.
I am struck by the accuracy of all the props.
The revolving stage has long been in operation.
Even the most distant nebulae have been switched on.
Ah, I have no doubt that this is opening night.
And whatever I may do
Will be forever changed into that which I have done.

Original

Życie na poczekaniu
-Wisława Szymborska
Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.

Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.

Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany –
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem.
Czy to w porządku – pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera.
I cokolwiek uczynię,
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.

Translation lie

Standard

Another of those times we (or at least I) must accept the lie and limitations of translation. I can look at the Polish original and glean what I think the meaning and ultimate English-language translation should be, but ultimately it could go so many ways. I fed this infernal despair and frustration with translation years ago by immersing myself in language study so that I could create reasonable simulacra of translations. Never ended up particularly happy with these seeming facsimiles or even with comparative studies of existing translations.

Yet, at the same time, I want people to see and read these works, even in translation, because there are so many works in the world that just scream out to be read!

Gratitude (links to a different translation, which might be useful for comparison’s sake)
Wisława Szymborska
I owe a great deal
to those I do not love.

The relief with which I accept
they are dearer to someone else.

The joy that it is not I
who am wolf to their sheep

Peace unto me with them,
and freedom with them unto me,
and that is something that love cannot give
or contrive to take away.

I do not wait for them
from window to door.
patient
almost like a sundial,
I understand
what love does not understand,
I forgive
what love would never forgive.

From meeting to letter
passes not an eternity
but merely a few days or weeks.

Travels with them are always a success,
concerts heard,
cathedrals visited,
landscapes in sharp focus.

And when we are separated
by seven mountains and rivers
they are mountains and rivers
well known from the map.

It is thanks to them
that I live in three dimensions
in a space non-lyrical and non-rhetorical,
with a horizon real because movable.

They themselves do not know
how much they bring in empty hands –

“I owe them nothing,”
love would say
on this open question.

Here’s the original if you’d like to put your skills to work deciphering its code and interpreting its meaning and unveiling it in English as well.

Podziękowanie
Wisława Szymborska

Wiele zawdzięczam
tym, których nie kocham.

Ulgę, z jaką się godzę,
że bliżsi są komu innemu.

Radość, że nie ja jestem
wilkiem ich owieczek.

Pokój mi z nimi
i wolność mi z nimi,
a tego miłość ani dać nie może,
ani brać nie potrafi.

Nie czekam na nich
od okna do drzwi.

Cierpliwa
prawie jak słoneczny zegar,
wybaczam,
miłość nie wybaczyłaby nigdy.

Od spotkania do listu
nie wieczność upływa,
ale po prostu kilka dni albo tygodni.

Podróże z nimi zawsze są udane,
koncerty wysłuchane,
katedry zwiedzone,
krajobrazy wyraźne.

A kiedy nas rozdziela
siedem gór i rzek,
są to góry i rzeki
dobrze znane z mapy.

Ich zasługą,
jeżeli żyję w trzech wymiarach,
w przestrzeni nielirycznej i nieretorycznej
z prawdziwym, bo ruchomym horyzontem.

Sami nie wiedzą,
ile niosą w rękach pustych.
“Nic im nie jestem winna” –
powiedziałaby miłość
na ten otwarty temat.

Image (c) Stephen Donaghy

The urgency of now

Standard

We were walking through Wrocław, a place he knew better than I did. It was only my first visit, but he had been living there part time, on and off, for months. During our walk, he grabbed my hand, with some urgency and purpose, less as a tender gesture and more as the take-charge guide, leading me to the next spot on the tour he had apparently planned and perfected.

“Poland,” he said authoritatively, “is a hidden gem.” I smiled but said nothing. Poland is a kind of hidden gem. I had no argument and nothing to add. It’s an especially bright gem once you start being able to pronounce the words. Say it with me: Wrocław. Could you do it? No? Give it time.

I didn’t tell him how much I had once dreamt of visiting Poland, at the apogee of my “Slavic/eastern-central-southern European studies” life. In fact I shared so little about myself because that was not the nature of things. This was not going to be one of those ‘confessional’ entanglements. Revelations about ourselves were doled out not as linear narratives but as footnotes to what we observed around us. Strolling past a courthouse, for example, he might comment, “It was total drudgery practicing law”, which would lead to a lecture on corruption in the legal system where he came from and the complete sense of helplessness and anger that arises from being unable to do anything but quit (which he did… and moved to Europe). But this was not deep or personal reflection on his vocation or life events that led him to or from it.

In this way, we knew each other incrementally, just as we came to know the city. Nothing of the roller-coaster arc on which most stories jaggedly rise and fall. Even more liberating, there was nothing of the “who-I-was” and “who-will-I-be”. No, there was only right now. Fortuitous, given that the “right now” of those moments filled quickly with the challenges of mastering the idiosyncrasies of basic Polish: dziękuję. Or most useful of all for two itinerant non-Poles wandering around together: nie mówię po polsku.

Photo (c) 2014 Nico Trinkhaus used under Creative Commons license.